Myszy i robaki

– Ewa Manikowska

Myszy i szczury były odwiecznymi i przysłowiowymi niszczycielami książek. W tej roli uwiecznił je Ignacy Krasicki w bajce „Mysz i kot”: „Mysz, dlatego że niegdyś całą książkę zjadła / Rozumiała, iż wszystkie rozumy posiadła”. Na temat myszy i książek funkcjonowały wiersze, przesądy i ludowe porady. „Kalendarz stanisławowski” z 1850 roku wśród wskazówek do użytku gospodarczego, lekarskiego i ogólnego podawał sposób na to, by myszy nie obgryzały papierów i książek: „Jeśli masz książki lub papiery w szafie, do której zaglądają myszy, postaw tam i ciągle trzymaj szklankę napełnioną wodą kryniczną. Dobrym środkiem do uwolnienia się od myszy, jest też narzucenie w miejsca, gdzie one najczęściej dochodzą – poucinanych nałapanym w pastkach [pułapkach] myszom głów”. Zniszczenia powodowane przez te gryzonie były nieraz spektakularne, a wiadomości o nich jeszcze w XIX wieku potrafiły obiec cały świat. Tak było z informacją podaną przez amerykańskiego ornitologa, Johna Jamesa Audubona, autora osławionego atlasu z wizerunkami amerykańskich ptaków. W tomie tekstowym towarzyszącym temu wydawnictwu Audubon wspomniał o tym, jak w 1818 roku po długiej nieobecności odkrył, że szczury doszczętnie zniszczyły tysiąc akwarel przygotowawczych do „The Birds of America”. Historia Audubona została wielokrotnie przytoczona również na gruncie polskim, m.in. w biogramie amerykańskiego ornitologa zamieszczonym w „Wielkiej Encyklopedii Ilustrowanej” oraz w uwagach o zniszczeniach książek i bibliotek zebranych przez Antoniego Sozańskiego. W Japonii to wydarzenie zostało nawet uwiecznione w popularnym drzeworycie z serii wizerunków wielkich ludzi nauki.

Joachim Lelewel wśród pierwszych wskazówek dla bibliotekarza wymieniał nadzór na tym, by progów książnicy nie przekraczało żadne zwierzę: psy, koty, a przede wszystkim myszy i szczury. Zaznaczał przy tym, że znacznie groźniejsze od tych gryzoni było robactwo. Édouard Rouveyre w poczytnym podręczniku dla bibliofilów zauważał, że rzadko która biblioteka była wolna nawet od jednego ze szkodliwych gatunków moli książkowych: aglossa caperalis, ptinus fur, ptinus mollis, anibium molle. Na gruncie polskim omawiał je popularny artykuł zamieszczony w 1880 roku w „Tygodniku Powszechnym”. Wizerunki i opisy tych szkodników – na ziemiach polskich określane najczęściej potocznymi nazwami pustosza kradnika czy toczydełka złodziejaszka –  zapełniały podręczniki i encyklopedie zoologii, a także poradniki gospodarskie. William Blades w rozdziale poświęconym robakom swojej poczytnej książki o biblioklazmie uwzględnił przedruk z najstarszego wizerunku mola książkowego: ilustracji zamieszczonej w „Micrographii” Roberta Hooka, wydanej w 1669 roku rozprawy poświęconej mikroskopowi. Kradnik niszczył nie tylko książki, ale również  kolekcje botaniczne i zoologiczne, korzenie apteczne, a przede wszystkim przedmioty drewniane i futrzane. Podolski przyrodnik, Gustaw Belke, w poczytnej pracy poświęconej owadom oraz radzeniu sobie z nimi, podawał sposoby tępienia kradnika w różnych sytuacjach: w przypadku zbiorów botanicznych i zoologicznych należało kilka razy w roku zabezpieczać je olejkiem terpentynowym, kamforą lub innymi substancjami o mocnym i odstraszającym zapachu (aloes, witriol, siarka). Lelewel mówił o konieczności wyściełania półek płótnem i nasączenia ich olejkami skutecznie odstraszającymi robactwo, zaś Józef Peszke, autor hasła poświęconego bibliotekarstwu w Wielkiej Encyklopedii Ilustrowanej, wspominał że dawniej (czyli w pierwszej połowie XIX stulecia) do tego celu używano olejku cedrowego i sproszkowanego ałunu, którym nasączano bądź który rozsypywano na klejeniach z okładką.

Oprawy były najsłabszym ogniwem książki – jeśli wykonano je z niewłaściwych materiałów mogły stać się pożywką dla owadów. Peszke przywoływał przykład Władysława Trębickiego, litewskiego bibliofila, który oprawy swojej biblioteki w majątku Linowa zamawiał w Wilnie u niechlujnego introligatora. Konstanty Zamoyski, nabywca części tego księgozbioru zmuszony był wszystkie oprawy zedrzeć, gdyż zalęgnięte w nich robactwo zagrażało zarówno chroniącym je książkom, jak i całemu zasobowi biblioteki ordynackiej. Lelewel zaznaczał, iż introligator nie powinien używać do wyrobu klajstru mąki, która była pożywką dla moli, a Peszke radził by dosypywać doń ałunu. Wychwalał ponadto właściwości opraw ze skóry juchtowej, która odstraszała robaki. Ponieważ ten materiał był drogi i dobrze prezentował się tylko na starych książkach Peszke zalecał, by w każdej szafie rozmieścić kilka w ten sposób oprawnych książek, które zabezpieczałyby pozostałe. Wśród publikowanych w tym okresie wskazówek było też wytruwanie: w bibliotece zajętej przez mole zalecano rozmieścić szmatki nasączone arszenikiem.

Blades zaznaczał, że wysypujące się z książek mole były widokiem powszechnym w bibliotekach, które odwiedzał. Dzięki pośrednictwu bibliotekarzy angielskich zbierał różne robaki, usiłował je opisać i klasyfikować. W swoim opracowaniu uwzględnił również refleksje na temat szkód przez nie czynionych. Na podstawie ilości, wielkości i kształtu wydrążonych dziur i kanałów rozpoznawał gatunki owadów oraz określał długość ich żerowania.

Konkluzje Bladesa były jednak pozytywne. Po pierwsze zauważał, że w ciągu minionych kilku dekad bibliofile i bibliotekarze zaczęli dbać o księgozbiory, powszechnie wprowadzając zalecenia, które pomagały ustrzec je przed molami bądź też zredukować ich ilość. Po drugie stwierdzał, że produkowany współcześnie papier oparty m.in. na pulpie drzewnej, żywicy i ałunie, podobnie jak pergamin nie przyciąga moli. Problem w zasadzie dotyczył więc starodruków oraz książek niewłaściwie oprawionych, a wiele bibliotek (np. czytelnie ludowe czy kolejowe bazujące na współczesnej produkcji księgarskiej), o ile tylko utrzymywano w nich porządek, było odeń wolnych. Zarazem produkowany w XIX wieku papier był znacznie mniej trwały, a zgubne skutki wynikające z jego składu chemicznego stały się już w tym okresie zmartwieniem bibliotekarzy i bibliofilów oraz ważnym zagadnieniem dla rządów, przedsiębiorców i badaczy. Również na ziemiach polskich problem ten wzbudzał zainteresowanie, choć miejscowy przemysł papierniczy często wciąż bazował na tradycyjnym materiale jakim były szmaty. W 1887 roku w Warszawie ukazała się obszerna praca dwóch przyrodników – Aleksandra Wienberga i Karola Jurkiewicza – w której zaprezentowano przeprowadzone badania chemiczne i fizyczne jakości papieru produkowanego w Królestwie Polskim.

 

Bibliografia (wybór):

J. Gagné, Ecology, Pathology and the Life of Paper, “Art History” 47(2024)4, 794–813

D. McKitterick, Old Books, New Technologies. The Representation, Conservation and Transformation of Books since 1700, New York 2013

B. Zyska, Ochrona zbiorów bibliotecznych przed zniszczeniem, 4 t., Katowice 1991–1998

Źródła (wybór):

G. Belke, O owadach szkodliwych gospodarstwu wiejskiemu, i o sposobach ustrzeżenia się od nich lub zmniejszenia ich liczby, Żytomierz 1861

W. Blades, The Enemies of Books, London 1880

K. Jurkiewicz, M. Weingerg, Badania nad papierami krajowemi ze względu na ich własności fizyczne i skład chemiczny, Warszawa 1887

J. Lelewel, Bibliograficznych ksiąg dwoje, t. 2, Warszawa 1826

Nieprzyjaciele książek, „Tygodnik Powszechny” (1880)27, 429–430

O. Kolberg, Pokucie. Obraz etnograficzny, t. 3, Kraków 1888

JFX O’Connor, Facts about the Bookwarms: Their History in Literature and Work in Libraries, New York 1898

J. Peszke, Bibliotekarstwo, w: Wielka Encyklopedia Powszechna Ilustrowana, s. 1, t. 7, 730–735

E. Rouveyre, Connaissances nécessaires a un bibliophile, t. 1, Paris 1879

A. Sozański, Ciekawsze szczegóły z literatury i bibliografii tudzież z innych umiejętności, Kraków 1884