Czytelnicy
– Ewa ManikowskaTeodor Paprocki w obszernym rozdziale „Podręcznika księgarskiego” poświęconym introligatorstwu zauważył, że nawet najlepsza, wykonana zgodnie ze sztuką oprawa nie zapewni należytej ochronie książce, jeżeli ta będzie używania przez nieuważnego i niewprawnego czytelnika. „Są tacy wśród publiczności, a nawet wśród księgarzy, którzy potrafią zepsuć nawet najlepszą oprawę. Zamiast ostrożnie oddzielić kartkę od kartki, zaczynając od początku, łamie, przegina ją gdzieś w środku, nieostrożnie oddziela zlepione cokolwiek po brzegach kartki – wskutek tego książka najpiękniej oprawna zostaje na zawsze zepsutą, brzegi jej nigdy równe nie będą, przy zamknięciu znać będzie szpary w miejscach przełamania, klejenie popęka, na grzbiecie porobią się zmarszczki, widoczne nawet po złożeniu książki”. W XIX stuleciu, niezależnie od tego, czy chodziło o bibliotekę uniwersytecką, naukową, ludową czy kolejową, szczególną uwagę zwracano na to, by pogodzić jej publiczny charakter z opieką zgromadzonych w niej zbiorów (od cennych rękopisów po tanie i popularne książki).
W najstarszej polskiej czytelni publicznej (Bibliotece Załuskich) na drzwiach przybite były prawidła dla czytelników. Po pierwsze, powtarzały one formuły umieszczane od stuleci w cennych inkunabułach i rękopisach przestrzegające przed ich kradzieżą (kto tajemnie książkę wyniesie traci na zawsze prawo do odwiedzania biblioteki; kto książkę biblioteczną sprzeda ma być uważany za świętokradcę). Po drugie, regulowały porządek w czytelni i zasady korzystania z jej księgozbioru. Określały dni i godziny jej otwarcia (we wtorki i czwartki od ósmej do południa i od trzeciej do piątej (zimą) lub siódmej (w lecie); przy czym gdy w wyznaczony dzień wypadało święto, to bibliotekę otwierano dnia poprzedniego). Nakazywały ciszę w przestrzeniach czytelni. Zobowiązywały czytelników do każdorazowego zmówienia modlitwy w intencji fundatorów (Zdrowaś Maria za ich życia; psalmu de profundis po ich śmierci); dookreślały kary i zobowiązania finansowe za zniszczenie książek.
Prawidła (określane również mianem regulaminów) oparte na podobnym schemacie obowiązywały we wszystkich dziewiętnastowiecznych bibliotekach i czytelniach publicznych. Podobnie jak to było w czytelni Załuskich, umieszczane były w widocznym miejscu, a w drugiej połowie stulecia coraz częściej publikowane w formie małych, poręcznych broszur, a wyjątki z nich – w postaci afiszy do rozwieszenia w wyznaczonych miejscach biblioteki. Wraz z rozrostem bibliotek i ich publiczności, w miarę postępującej specjalizacji regulaminy stawały się coraz bardziej szczegółowe i dopasowane do konkretnych przypadków. Wszystkie łączył jednak nadrzędny cel doskonale określony przez Adama Kazimierza Czartoryskiego w prawidłach Biblioteki Narodowej w Paryżu z 1851 roku – „użyteczność i całość biblioteki” – czyli pogodzenie ich publicznego charakteru z troską o kompletność i zachowanie zbiorów.
Założona w 1838 roku z inicjatywy Towarzystwa Historyczno-Literackiego i Towarzystwa Pomocy Naukowej Biblioteka Narodowa w Paryżu prawidła, pióra Juliana Ursyna Niemcewicza, otrzymała w dniu inauguracji czytelni (podobnie, jak w przypadku Biblioteki Załuskich zostały one zawieszone na drzwiach). Były one znacznie bardziej rozbudowane niż sporządzony stulecie wcześniej regulamin Biblioteki Załuskich. Określały nie tylko dni i godziny otwarcia czytelni (od 12 do 16 codziennie prócz czwartków, niedziel i świąt), ale również grono osób uprawnionych do wstępu (Polacy posiadający rekomendację członka jednego z towarzystw założycielskich). Za przykładem innych bibliotek zabraniano w czytelni zachowania sprzecznego z ogólnie przyjętymi zasadami „cichości, przyzwoitości i czystości”: czyli jedzenia, palenia, rozmów, wprowadzania psów (w innych bibliotekach zakazy rozciągnięte były również na dzieci, a czytelników zobowiązywano do pozostawiana w szatni odzieży wierzchniej, kapeluszy, lasek i parasolów). Szczegółowo opisano zasady wyszukiwania, zamawiania i korzystania z książek: w czytelni wyłożony miał być katalog, a tytuł pożądanej książki należało wypisać na rewersie i zaopatrzyć go datą i podpisem. Znalezieniem i dostarczeniem pozycji zajmował się wyłącznie bibliotekarz (inaczej niż w wielu innych czytelniach nie wolno było samemu ściągać książek z półek). Czytelnicy zaopatrzeni w list polecający od członka Rady Biblioteki mogli pożyczać jedną książkę na raz poza jej mury – w tym celu wypełniano specjalny rewers, w którym czytelnik zobowiązywał się do zwrotu jej wartości (określonej w rewersie) w przypadku zniszczenia lub zatracenia. Książki w obcych językach (a więc takie, które można było bez większych problemów znaleźć w innych bibliotekach publicznych Paryża) pożyczano na miesiąc, te w języku polskim – co najwyżej na osiem dni. Pozycje cenne i rzadkie (książki wydane przed 1800, ryciny, mapy, dzieła wielotomowe) oraz dzieła złożone w depozycie były wyłączone z wypożyczania do domu. Bibliotekarz, na prośbę innych czytelników, mógł w każdej chwili zażądać wcześniejszego oddania wypożyczonego dzieła.
Joachim Lelewel restrykcyjność i uciążliwość ułożonego przez Niemcewicza regulaminu skomentował w karykaturze: wielki zegar wskazywał na nieustępliwość bibliotekarzy, którzy rewersy przyjmowali tylko do wpół do czwartej, a punkt o czwartej zamykali czytelnię. Spoglądający z zawieszonego na ścianie portretu śpiący bibliotekarz nakazywał bezwzględną ciszę, zaś znajdujący się na drugiej ścianie obraz przedstawiał kustosza – zobowiązanego do pomocy w poszukiwaniach bibliograficznych – który grał czytelnikom na nosie i robił im „dylu dylu”. Dwóch czytelników tłoczyło się w niewygodzie przy pulpicie z katalogiem (nie można go było zdejmować), zaś grupka kilku innych stała stłoczona w ciasnym wnętrzu rozglądając się za kustoszem lub bibliotekarzem.
Krytyka restrykcyjnych regulaminów bibliotecznych była w XIX wieku powszechna, a jej wyrazicielami byli w szczególności uczeni, dla których stanowiły one najzwyczajniej przeszkodę w prowadzeniu badań. Sam Lelewel – orędownik bibliotek, ich instytucjonalizacji i zaprowadzenia w nich porządku – swoją karykaturę sporządził z perspektywy uczonego, przed którym otwierano wszelkie drzwi i bibliotekarza, który traktował swoją misję w kategoriach naukowych i korzystał z pełnego dostępu do zbiorów. Uczeni, zresztą, cieszyli się w bibliotekach specjalnymi względami. W bibliotekach narodowych, uniwersyteckich i naukowych, w których funkcjonowały odrębne czytelnie najcenniejszych zbiorów (rękopisów, rycin, dawnych druków, kolekcji numizmatycznych) wstęp był jeszcze bardziej ograniczony, a zasady korzystania – restrykcyjne. Uczeni, jednak, mogli tu liczyć na specjalne względy. Przez całe XIX stulecie – na potrzeby ważnych badań i projektów naukowych – wypożyczano poza mury gmachu (a także miasta, a nawet państwa) rękopisy. Taka praktyka oszczędzała uczonym czas i fatygę – wydawnictwa źródłowe wiązały się bowiem z koniecznością żmudnego, często wielomiesięcznego przepisywania tekstów i kolacjonowania ich różnych wersji. Przy ograniczonych dostępnością miejsca, światła dziennego, obsługi bibliotekarskiej godzinach pracy czytelni rękopisy wypożyczali nawet uczeni, którzy mieszkali nieopodal jej gmachu. Praktyka ta wiązała się, oczywiście, z dużym ryzykiem zagubienia rękopisów bądź ich zniszczenia. Głośnym echem odbił się pożar, który w 1880 roku wybuchł w mieszkaniu uznanego niemieckiego historyka i myśliciela, Theodora Mommsena, kierownika „Corpus Inscriptionum Latinorum” i jednego z głównych redaktorów „Monumenta Germaniae Historica”. W pożarze zgorzała nie tylko bezcenna prywatna biblioteka złożona z 40 tysięcy woluminów, archiwum na które składały się notatki, korespondencja i rękopisy uczonego, ale również bezcenne manuskrypty pożyczone (m.in. z bibliotek uniwersytetów Trinity College i w Heidelbergu) przez uczonego do edycji „O pochodzeniu i czynach Gotów” (Getica) historyka i kronikarza gockiego, Jordanesa. Pożar, skutek nieszczęśliwego wypadku przy pracy (Mommsen potrącił łokciem palącą się na jego biurku lampę naftową), jasno uwidocznił z jakim ryzykiem związana była praktyka wypożyczania rękopisów poza mury biblioteki. W komentarzach do tego zdarzenia podkreślano zarazem znaczenie badań prowadzonych przez Mommsena, a zwłaszcza przygotowanego przezeń wydania dzieła Jordaensa, które w pewnym sensie uczyniło zadość poniesionej stracie. Na przełomie stuleci wiele bibliotek wprowadzało stopniowo dalsze restrykcje do swoich regulaminów. Przykładowo, w Bibliotece Narodowej w Paryżu z wypożyczenia wyłączone były najcenniejsze rękopisy należące do rezerwy bibliotecznej. Ponadto, w tym okresie rękopisy wypożyczano już niemal wyłącznie za pośrednictwem innych bibliotek, które brały na siebie odpowiedzialność ich przechowywania, ochrony i udostępniania we własnych murach. W przypadku wypożyczeń zagranicznych uciekano się do pośrednictwa i gwarancji dyplomatycznych.
Uczonych w czytelniach zbiorów specjalnych czekały dalsze ograniczenia dyktowanych troską o stan zachowania bezcennych zbiorów oraz o to, by studia nad nimi prowadzili najlepiej do tego przygotowani badacze. I tak, restrykcje dotyczyły m.in. reprodukcji, które mogły być wykonywane tylko za zgodą i wedle określonych zasad. Przepisywanie rękopisów można zatem było powierzyć zazwyczaj jedynie współpracującym z daną biblioteką wykwalifikowanym paleografom. Podobnie było z fotografią: w ostatniej ćwierci XIX wieku możliwość zamawiania reprodukcji u określonych fotografów wprowadziły m.in. British Library i Biblioteka Narodowa w Paryżu. W tym okresie nie wyrażano już zgody na kalkowanie rękopisów i rysunków, czy na wnoszenie do czytelni własnych zbiorów, nawet jeżeli dyktowane to było względami naukowymi.
Biblioteki i czytelnie z równą uwagą co do uczonych i udostępnianych im unikatów podchodziły do innych grup czytelników i do mniej cennych zbiorów. Działające od początku stulecia w wielu polskich miastach przy księgarniach i antykwariatach wypożyczalnie, a od końca stulecia biblioteki ludowe czy kolejowe od swoich czytelników wymagały opłacenia abonamentu oraz przestrzegania regulaminu, który drukowany był na początku broszur informujących o ich ofercie. Abonament obejmował również kaucję, a czytelnicy zobowiązani byli do terminowego odsyłania pożyczonych dzieł oraz proszeni o nie robienie w nich „przypisków i uwag” oraz o ich oszczędzanie. Kwestie konserwacji były kluczowe: koszty oprawy i naprawy często wypożyczanych książek pochłaniały nawet połowę budżetu popularnych bibliotek i wypożyczalni.
Bibliografia:
K. Frankowicz i in., Historia Biblioteki Jagiellońskiej 1775–1918, Kraków 1996
R. Nowicki (red.) Od armarium do biblioteki cyfrowej. Ochrona zbiorów bibliotecznych, Bydgoszcz 2018
J. Płaza, B. Sajna, Pamiątki dziejów Biblioteki Załuskich, Warszawa 1997
K. Seroka, Biblioteka Polska w Paryżu (1838–1871). Studium bibliologiczne, Warszawa 2017
Źródła (wybór):
I.T. Baranowski, Biblioteka Załuskich w Warszawie, Warszawa 1912
Dziesięciolecie Biblioteki Kolejowej przy Dr. Żel. Warszawsko-Wiedeńskiej, Warszawa 1908
Kronika Emigracji Polskiej, t. 8, Paryż 1839