Naślady

– Ewa Manikowska

This entry is only available in Polish. For the sake of viewer convenience, the content is shown below in the alternative language. You may click the link to switch the active language.

Wśród wielu zainteresowań polihistora Teofila Żebrawskiego było historyczne piśmiennictwo polskie z dziedziny nauk ścisłych, a postacią której poświęcił szczególnie dużo uwagi był Witelon, średniowieczny filozof, pionier badań nad optyką i widzeniem, którego owiany mgłą życiorys przyciągał uwagę wielu badaczy. W 1871 roku profesor matematyki Gimnazjum Toruńskiego, Maksymilan Curtze, zaproponował nową pisownię imienia uczonego oraz nowe hipotezy na temat jego pochodzenia, opierając się na nieznanych dotąd rękopisach Witelona przechowywanych m.in. w Bibliotece Watykańskiej i Bibliotece Narodowej w Paryżu. Zaintrygowany Żebrawski nie musiał jechać do Rzymu czy Paryża, by naocznie zweryfikować twierdzenia Curtzego: za pośrednictwem przyjaciół i współpracowników (Jana Działyńskiego i Waleriana Kalinki w Rzymie oraz Ludwika Bystrzonowskiego i Adama Pilińskiego w Paryżu) otrzymał „naślady”: kopie fotograficzne i homograficzne wybranych stron rękopisu, które pozwoliły mu na stwierdzenie, iż Curtze błędnie odczytał imię Witelona.

Określenie „naślad” zostało przez Żebrawskiego wyjaśnione w „Słowniku wyrazów technicznych tyczących się budownictwa” jako „wierne naśladowanie pisma, rysunku, akwareli, mianowicie z dawnych rękopisów”. „Naślady”, w dziewiętnastowiecznym piśmiennictwie polskim częściej określane łacińskim słowem facsimile (faksimile) były przykładem zastosowania ówczesnych mniej lub bardziej rozpowszechnionych wynalazków technicznych (litografia, chromolitografia, fotografia czy pozostająca tajemnicą Adama Pilińskiego homografia) w badaniach nad rękopisami i rzadkimi drukami. „Naślady” nie były bowiem tylko wiernymi reprodukcjami – materiałami pomocniczymi czy zamieszczanymi w publikacjach ilustracjami – ale wiarygodnymi, naukowymi opracowaniami tego typu zbiorów. W takim sensie słowa faksymile użył archiwista i historyk Stanisław Ptaszycki w odniesieniu do „Monumenta Poloniae Historica”, serii wydawniczej odpisów najważniejszych i najstarszych źródeł do historii Polski zainicjowanej przez Augusta Bielawskiego i kontynuowanej przez Akademię Umiejętności.

Prawdziwa wartość rękopisu, inkunabułu czy rzadkiego starodruku zasadzała się w „naśladzie”, a więc w jego naukowym opracowaniu i wydaniu. W XIX stuleciu badanie, wydawanie i reprodukowanie tego typu zbiorów – o ile tylko prowadzone pod auspicjami uznanych badaczy – prowadzone były nieraz z dużym ryzykiem dla ich stanu zachowania i integralności. Nie bacząc na groźbę pożarów, kradzieży, dalekiej podróży czy zmiany klimatu rękopisy wypożyczano do innych bibliotek, a nawet do domów uczonych; pozwalano badaczom na robienie z nich kalek (przerysów); palimpsesty poddawano agresywnym kąpielom chemicznym. Bibliotekarze i archiwiści byli, oczywiście, świadomi tych zagrożeń, zarazem jednak panowało przekonanie, że naukowe wydanie i opracowanie cennych zbiorów, a także ich zreprodukowanie przy pomocy coraz lepszych i mniej inwazyjnych technologii stanowi ich najlepsze zabezpieczenie przed zatratą.

Dziewiętnastowieczny wynalazek fotografii niemal od początku kojarzony był z ochroną rękopisów i bibliotek. Autor relacji z wystawy fotograficznej urządzonej w Paryżu w 1859 roku i zamieszczonej (przedrukowanej?) w „Bibliotece Warszawskiej” niewątpliwie powtórzył dyskusje, które toczyły się wokół wyeksponowanego na niej albumu zdjęć rosyjskiego antykwariusza, podróżnika i fotografa, Petra Sewastanowa, w którym po raz pierwszy zilustrowane zostały rękopisy przechowywane w klasztorach na górze Atos. „Mając raz w ręku to użyteczne zastosowanie fotografii, można być spokojnym o naukę i nie bać się drugiego Omara, gdyby się kiedy miał pojawić; dziś jeżeliby mu się zachciało spalić który z największych księgozbiorów świata, wiedza ludzka nie zaginie, bo kopie dzieł ważniejszych będą rozrzucone po całym globie”. W następnych latach podejmowane były większe i mniejsze inicjatywy systematycznego reprodukowania rękopisów za pomocą fotografii. W 1898 roku podczas pierwszego światowego kongresu poświęconego konserwacji rękopisów i zorganizowanego z inicjatywy prefekta Biblioteki Watykańskiej, Franciszka Eherle, wezwano międzynarodowe grono bibliotekarzy i uczonych do podjęcia szeroko zakreślonego projektu zreprodukowania najcenniejszych elementów dziedzictwa rękopiśmiennego, uznając tą formę za najskuteczniejszy środek ich konserwacji. Obrady prowadzone w Szwajcarii okazały się prorocze – gdy w 1904 roku spłonęły cenne zbiory Królewskiej Biblioteki Uniwersyteckiej Turynie, jedynym świadectwem zatraconych rękopisów były nieliczne poświęcone im fotograficzne faksymilia. Ponad pół wieku wcześniej w pożarze Biblioteki Uniwersytetu Lwowskiego (1848) spłonęła część zdeponowanych tam rękopisów opactwa benedyktynów w Tyńcu. W tym wypadku również udało się je „uratować” za sprawą odpisów i kalek sporządzonych przez bibliofila i historyka, Aleksandra Konstantego Batowskiego. Względy konserwatorskie i potrzeby naukowe zdecydowały o tym, że w ostatniej ćwierci XIX stulecia fotografia wkroczyła do bibliotek: wówczas niektóre książnice, w których przechowywane były bezcenne zbiory, wygospodarowało przestrzenie do fotografowania, z odpowiednim oświetleniem i dostępem do wody.

Faksymilia i reprodukcje miały w dziewiętnastym wieku status porównywalny niemal z rękopisami, inkunabułami czy ich zbiorami, które reprodukowały. Biblioteka Zakładu im. Ossolińskich, podobnie jak wiele innych instytucji, w których zbiorach znajdowały się tego typu cenne kolekcje, przyjmowała faksymilowe dary od współpracujących z nią uczonych i kupowała tego typu reprodukcje lub wydania. Porządkowane były one w osobnym inwentarzu „podobizn, litografii, chromolitografii, kalków itp.” oraz odnotowywane w publikowanych sprawozdaniach. Ten niewielki, ale ważny zbiór zawierał m.in. odpisy z rękopisów tynieckich przekazane przez Batowskiego; przygotowane w 1860 roku tylko w kilku egzemplarzach opracowanie Hipolita Skimborowicza poświęcone najstarszym polskim wydaniom Biblii ilustrowane fotografiami wybranych stron tytułowych (jedno z najstarszych polskich fotograficznych faksymiliów); czy rzadkie faksymile równie rzadkiego druku „Myślistwo ptasie” przygotowane przez Kazimierza Stronczyńskiego. Oprócz tego Biblioteka Zakładu Narodowego im. Ossolińskich wzbogacała się w faksymilia w rozumieniu Ptaszyckiego, a więc wydania źródłowe, których podstawą były często kalki, fotografie, litografie i inne reprodukcje. Tak było np. w przypadku Wydawnictwa Dzieł Długosza – zainicjowanej w 1858 roku przez Aleksandra Przeździeckiego serii źródłowej – gdzie współpracujący badacze i bibliotekarze przesyłali do redakcji faksymila rozproszonych po różnych zbiorach rękopisów Długosza.

Faksymilia używane były w XIX wieku również do uzupełniania brakujących stron cennych starodruków. Praktyka ta rozpowszechniona na rynku antykwarycznym stosowana była również w bibliotekach. Słyną z niej zwłaszcza zatrudniony od 1820 roku w British Museum akwarelista John Harris: jego wykonane tuszem podobizny były tak wierne, że kierownictwo tej instytucji wprowadziło zasadę znaczenia stron, które były faksymile.

 

Bibliografia (wybór)

S. Echard, Facsimiles, Making, Likeness and Medieval Manuscripts, Philadelphia 2025

L. Gerd, Petr Sevast’anov and his expeditions to Mount Athos (1850s): two cartons from the French Photographic Society, “Scrinium” 16(2020), 105–123

J. Sowiński, Między oryginałem, kopią a falsyfikatem. Polskie edycje faksymilowe, Warszawa 2009

 

Źródła (wybór)

„Biblioteka Warszawska”, 1859

K. Estreicher, O bibliografii, Warszawa 1865

J. Łepkowski, Sprawozdanie z czynności Wydawnictwa dzieł Długosza, Kraków 1859

Sprawozdania z Czynności Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, Lwów 1857–1913

T. Żebrawski, Słownik wyrazów technicznych tyczących się budownictwa, Kraków 1883