Woda i wilgoć

– Ewa Manikowska

This entry is only available in Polish. For the sake of viewer convenience, the content is shown below in the alternative language. You may click the link to switch the active language.

„Przez wilgoć uszkodzone”, „od wilgoci nadpsute”, „wilgoć pozostawiła swoje ślady”, „od wilgoci zetlały”, „przez wilgoć zeżarte”: takie i podobne określenia przewijają się w dziewiętnastowiecznych opisach książek, rękopisów, ich zbiorów, bibliotek i archiwów. Szczególnie alarmistyczne były uwagi nad stanem tych ostatnich: archiwa prywatne, kościelne czy miejskie przechowywane były często w sprzyjających wilgoci warunkach – w piwnicach, w pozbawionych możliwości wietrzenia zawilgoconych pomieszczeniach, leżały zamknięte w pudłach i skrzyniach. Kronikarze i historycy przez całe stulecie powoływali się na zakreślony przez Stanisława Staszica w 1787 roku opłakany obraz archiwów grodzkich butwiejących w zrujnowanych basztach czy lamusach. Kilkadziesiąt lat później stan ten w wielu miejscach niewiele się zmienił. Przykładowo, w 1869 roku posłowie Sejmu Galicyjskiego debatowali nad koniecznością wybudowania nowego gmachu Wydziału Krajowego. Wśród wysuwanych argumentów był stan pomieszczeń, w których przechowywane było archiwum: ze względu na panującą w nim wilgoć trzeba było palić w piecu nawet latem, a i tak złożonych w nim papierów (w tym akt fundacyjnych czy metryk szlacheckich) nie dało się uchronić przed powolnym niszczeniem.

Trudno się dziwić, że wilgoć uznana została za głównego wroga księgozbiorów przez autorów najstarszych polskich traktatów bibliotecznych: Joachima Lelewela i Stanisława Dunin-Borkowskiego. Obaj opisując budynek biblioteczny za jedną z jego najważniejszych cech uznali suchość. Lelewel zalecał, by szczególną uwagę zwrócić na dobrze zabezpieczone dachy i okna tak, by nawet najmniejsza ilość wody nie dostawała się do środka; na suchość murów i materiał (drewno) posadzki, oraz na dostęp powietrza. Dunin-Borkowski, ponadto, książki zalecał gromadzić na wyższych kondygnacjach oraz ustawiać na półkach nieco odsuniętych od ścian (tak, by nie narażać ich na ewentualną wilgoć w murach i by zapewnić cyrkulację powietrza). Powyższe zalecenia niewiele różniły się od późniejszych o półwiecze obserwacji Williama Bladesa w głośnej pracy poświęconej biblioklazmowi. Blades podawał bardziej szczegółowe wskazówki odnoszące się do ustawienia książek na półce: aby umożliwić wentylację nie mogły one stać zbyt ciasno, ani być zamknięte za szkłem, w paczkach bądź skrzyniach. Ochronić książki lub rękopisy od zniszczenia powodowanego wilgocią mogły najprostsze zabiegi, jak sprawdzanie szczelności i ich zamknięcia na wypadek opadów. Nowością były wskazówki związane z wykorzystaniem stosowanego wówczas coraz chętnej w pomieszczeniach bibliotecznych rozwiązania: Blades zalecał, by książki rozmieszczać w pomieszczeniach zaopatrzonych w centralne ogrzewanie umieszczone na wysokości podłogi.

Kiedy nie było odpowiednich zabezpieczeń przed wodą i wilgocią lub były one niewystarczające, książki ulegały deformacji, porastały pleśnią na zewnątrz, a na ich stronach wykwitały żółte i brązowe plamy. W takim stanie przyprawiały one o ból głowy dziewiętnastowiecznych bibliotekarzy i bibliofili, którzy metodą prób i błędów usiłowali je uratować. Przykładowo, historyk, bibliotekarz i archiwista Aleksander Wejnert w latach 70. mierzył się z posklejanymi kartami zawilgoconego herbarza pióra Ignacego Krasickiego pozostawiając go na dłuższy czas w suchym miejscu. Te wysiłki poszły jednak na marne: wilgoć rozpuściła znajdujący się w papierze klej, a na ten problem ani Wejnert, ani konsultowani przez niego bibliotekarze, księgarze i bibliofile nie znali rozwiązania. W tym okresie uciekano się również do najprostszych zabiegów chemicznych. Stanisław Rewieński, autor poczytnych poradników agronomicznych, gospodarskich i łowieckich opisał je w „Tece oszczędnych wskazówek” zawierającej różnego rodzaju porady, w tym te odnoszące się do oczyszczania książek, rysunków i rycin. „Zestarzałe plamy usuwają się za pomocą następującego sposobu: karty lub arkusze papieru rozpostarte na kartach szklanych i przez kilka godzin mocno zwilżane wodą wysuszają się przekładając je bibułą, a plamy skrapiają się roztworem chlorku. (…) Wtedy oczyszczone karty przepłukuje się kilkakrotnie w czystej wodzie w celu jak najspieśniejszego wydalenia chloru, którego działanie jest szkodliwe i osuszają się za pomocą bibuły”.

Z problemem wody i wilgoci na ogromną skalę mierzyły się biblioteki, które stały się ofiarą pożarów. Biblioteka Branickich w co prawda ocalała z groźnego pożaru, który wybuchł na Zamku w Suchej w 1905 roku, jednak przez następne lata borykano się z konsekwencjami jego gaszenia: zalane wodą wnętrze biblioteki trzeba było osuszyć, a książki na dwa lata zabezpieczyć w pakach. Dużo groźniejsze były konsekwencje gaszenia pożaru, który rok wcześniej wybuchł w Królewskiej Bibliotece Uniwersyteckiej w Turynie. Woda, którą lano bezpośrednio na książki i rękopisy (w Suchej woda do biblioteki dostała się wyższych kondygnacji) poczyniła większe spustoszenia niż sam ogień. Wówczas z inicjatywy władz państwowych została ustanowiona komisja złożona z profesorów fizyki, chemii Królewskiego Uniwersytetu Turyńskiego, której zadaniem było wypracowanie metod konserwacji zawilgoconych i gnijących książek i rękopisów. Ze względu na ogromną skalę problemu w Turynie powstała pierwsza we Włoszech i jedna z pierwszych w ogóle pracowni konserwatorskich przy bibliotece, która korzystała początkowo z wnętrz i aparatury uniwersyteckiego Wydziału Medycyny.

Zawilgocone książki i rękopisy w Turynie stały się problemem międzynarodowym, a wśród zaangażowanych osób znalazł się kardynał Franciszek Eherle, prefekt Biblioteki Watykańskiej i inicjator założenia w 1890 roku pracowni konserwacji w ramach tej instytucji, najstarszej placówki tego typu na świecie. Impulsem nie były tu jednak zniszczenia spowodowane przez żywioły, a przez działalność człowieka, który miał stać na ich straży: badacza i naukowca. W XIX stuleciu w niektórych bibliotekach europejskich prowadzono eksperymenty nad zastosowaniem substancji chemicznych do starych rękopisów i książek. Celem tych najbardziej zaawansowanych nie była jednak konserwacja, a badania naukowe. W centrum uwagi bibliotekarzy i badaczy znalazły się w szczególności palimpsesty, a stosowane substancje miały ułatwić odczytanie zatartych tekstów. Takie eksperymenty prowadzono już w pierwszych dekadach stulecia z inicjatywy badacza tekstów greckich i łacińskich Angela Mai w Bibliotece Ambrozjańskiej w Mediolanie i Biblioteki Watykańskiej, które przechowywała bardzo cenne palimpsesty z opactwa w Bobbio. Użycie różnego rodzaju kwasów przyczyniało się co prawda do odczytania palimpsestów, a Mai wsławił się m.in. odkryciem nieznanych tekstów Wergiliusza i Cycerona, zarazem jednak pozostawiało trwałe ślady na stanie ich zachowania. Stąd pod koniec stulecia bibliotekarze i badacze potępili tę praktykę, która musiała być wówczas szeroko rozpowszechniona. Eherle we współpracy z konserwatorami watykańskimi zainicjował wówczas praktykę zabezpieczania zniszczonych przez kwasy (sczerniałych i pokruszonych) palimpsestów przy pomocy żelatyny. Poważne zniszczenia jakim uległy palimpsesty stały się ponadto zarzewiem pierwszej międzynarodowej konferencji poświęconej konserwacji książek i rękopisów, która zorganizowana została w 1898 roku w opactwie Sankt Gallen z inicjatywy Ehrle.

Echa prowadzonych w Watykanie, Turynie czy Sankt Gallen dyskusji oraz kształtującej się praktyki konserwatorskiej docierały na ziemie polskie. W 1900 roku Konstanty Wojciechowski wspomniał o nich w księdze jubileuszowej Biblioteki Jagiellońskiej wzmiankując niewielki zbiór palimpsestów krakowskiej książnicy: „palimpsestem nazywamy rękopis pergaminowy, z którego zdarto dawniejsze pismo i który zapisano powtórnie. Uczeni umieją jednak różnymi sposobami wywołać dawniejsze pismo”. Pierwsza polska pracownia konserwacji założona została jednak – jak w większości europejskich bibliotek – dopiero po wojnie. Wśród najważniejszych postulatów II Zjazdu Bibliofilów Polskich, który odbył się pod koniec 1926 roku w Warszawie było ustanowienie „centralnej pracowni konserwacji książek zabytkowych i restauracji opraw”, która miała być w zamyśle stacją doświadczalną i ośrodkiem edukacji dla bibliotekarzy i konserwatorów w całym kraju. Drugim ważnym postulatem było powołanie w każdej publicznej książnicy bibliotekarza odpowiedzialnego za nadzór i opiekę nad książką zabytkową. Autor tych postulatów – ceniony introligator Bonawentura Lenart –stanął na czele utworzonej w 1929 roku Pracowni Konserwacji Biblioteki Narodowej. W Polsce punktem wyjścia instytucjonalizacji konserwacji w bibliotekach były zatem zbiory książki dawnej. Sam Lenart oraz kierowana przez niego pracownia zajmowały się jednak również i innymi obszarami dziedzictwa bibliotecznego i archiwalnego. Przykładowo, Lenart współpracował z Lucjanem Siemieńskim, dyrektorem Archiwum Głównego Akt Dawnych, nad konserwacją opraw szesnastowiecznych ksiąg bocheńskich i wielickich, do których produkcji użyto makulatury. Podjęte wówczas zabiegi doprowadziły do ujawnienia licznych fragmentów nieznanych listów i wydań.

 

Bibliografia (wybór):

F. Albrecht, Between Boon and Bane: the Use of Chemical Reagents in Palimpsest Reasearch in the Nineteenth Century, w: M.J. Driscoll (red.), Care and Conservation of Manuscripts 13. Proceedings of the 13th Seminar held at the University of Copenhagen 13th-15th April 2011, Copenhagen 2012, 147–165

R. Nowicki (red.) Od armarium do biblioteki cyfrowej. Ochrona zbiorów bibliotecznych, Bydgoszcz 2018

F. Uliana, M. Sforza, G. Amaro, L’incendio della Biblioteca Nazionale di Torino, „Quaderni di Storia Pompieresca” (2023)54, 4–42

Źródła (wybór):

W. Blades, The Enemies of Books, London 1880;
E. Chwalewik (red.), Pamiętnik II Zjazdu Bibljofilów Polskich w Warszawie, Warszawa 1928

S. Dunin-Borkowski, O obowiązkach bibliotekarza. Rzecz napisana w r. 1827 z powodu uporządkować i otworzyć się mającej Biblioteki Imienia Ossolińskich, Lwów 1829

K. Piekarski, Fragmenty czterech nieznanych wydań Marchołta, „Pamiętnik Literacki” 32(1935)3/4, 481–520

S. Rewieński, Teka oszczędnych wskazówek …, Warszawa 1887

S. Staszic, Uwagi nad życiem Jana Zamoyskiego…, Warszawa 1787

A. Wejnert, Wiadomość o wynalezieniu najobszerniejszego dzieła Ignacego Krasickiego arcybiskupa gnieźnieńskiego, Warszawa 1876

K. Wojciechowski, Uniwersytet Jagielloński i jego dzieje: w 500 rocznicę jego założenia, Lwów 1900

M. Żmigrodzki, Biblioteka hrabiów Branickich w Suchej, „Czas” (1918)135